sobota, 11 stycznia 2014
Kurs wizażu - przypadkowe spotkanie pchnęło mnie na nowe tory
Pojechałam w zeszły weekend do Warszawy, żeby zrobić tak długo wyczekiwane zakupy świąteczne. Bardzo mi zależało, żeby zdążyć ze wszystkimi zaplanowanymi prezentami, więc czym prędzej pospieszyłam do Złotych, gdzie spotkałam tak ogromny tłum ludzi, że trochę mi się ich odechciało. Nic to, pomyślałam, przecież raz w roku mogę się trochę pomęczyć. W pierwszym rzucie poszły kolczyki dla mojej młodszej siostry, książki dla rodziców i dziadków. Dla przyjaciółek zakupy postanowiłam zrobić trochę później. Po jakichś czterech godzinach przedzierania się przez zestresowanych przedświątecznym okresem ludzi przypomniałam sobie, że jeszcze nic tego dnia nie zdążyłam zjeść. Postanowiłam szybko przekąsić jakąś dietetyczną sałatkę i ruszyć dalej w wir poszukiwań prezentów. Jako że byłam sama, a wszyscy chyba w tym samym czasie przypomnieli sobie o potrzebie zasilenia baterii nie było zupełnie gdzie usiąść. Po jakiejś chwili znalazłam stolik, przy którym siedziały dwie dziewczyny w moim wieku i po uprzejmym zapytaniu się czy mogę się dołączyć, dosiadłam się do nich. Dziewczyny okazały się super sympatyczne, chociaż początkowo zawstydziły mnie odrobinę gradem pytań, o to co kupiłam, skąd jestem, co jeszcze mam w planach, do której klasy chodzę, czy mam już wybrane studia. Właściwie nie zdziwiłabym się, gdyby się zaraz zapytały jaki mam rozmiar stanika. Ania i Julka, bo tak miały na imię, okazało się, że właśnie wracają z kursu i wpadły tylko szybko coś przekąsić i wracają do domu odrabiać pracę domową. Bardzo mnie zaciekawiło o jaki kurs może chodzić, bo przecież zaraz przerwa świąteczna i karnawał i raczej mało kto myśli o nauce. Otóż okazało się, że dziewczyny, najlepsze przyjaciółki od czasów podstawówki postanowiły wybrać się na kurs makijażu i na ten czas wybrały właśnie okres przed karnawałowy, żeby jak najwięcej informacji zostało im w głowie. Na kurs zbierały już od ponad roku odmawiając sobie kina i dyskotek, a resztę dorzucili im dziadkowie w ramach prezentów urodzinowych. Bardzo mnie ta historia ucieszyła, bo do tej pory wydawało mi się, że tylko ja jestem taką wariatką, która marzy o tym, żeby co chwilę zapisać się na jakiś kurs i właściwie wszyscy moi znajomi mają raczej negatywne zdanie o mojej chęci samodoskonalenia. Ostatnio skończyłam kurs rysunku i kurs fotograficzny i wydaje mi się nieskromnie, że taki kurs wizażu mógłby być dla mnie idealnym uzupełnieniem i jak pójdę na studia psychologiczne, o których marzę, to będę sobie w ich trakcie może mogła dorobić pracując w zawodzie. Mam namiary na fejsa dziewczyn, wiec dowiem się od nich co to za szkoła, bo wypowiadały się o kursie w samych superlatywach. Jak się tylko dowiem gdzie i za ile to Wam drodzy czytelnicy też napiszę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz